Relacje z codziennego życia miejskiej kobiety przeflancowanej na wieś.
RSS
sobota, 18 listopada 2017

Wczoraj wróciłam do domu bez sił. Zięć jak zwykle wydłużył sobie pracę, bo przecież teściowa siedzi z dzieckiem. A ja prosiłam, żeby piątek, był dla mnie krótszym dniem opieki nad dzieckiem, bo może pojadę na wieś, załatwię sprawy służbowe... . Ale nie, musiał siedzieć nie wiadomo gdzie, poza domem. Wiem przecież, że może wcześniej wrócić, więc chyba zaczyna ściemniać.

Wkurzył mnie bardzo i ma u mnie duży minus - mam go na oku!

Pojechałam wieczorem do mamy, chociaż nie miałam werwy na wypad o zmroku przez całe miasto. Zwierzyłam się mamie, że jestem umęczona piątkiem i całym tygodniem, że zięć przegina... . Mama jest powiernikiem naszych spraw i tajemnic. Mówię do niej - ty wiesz wszystko o wszystkich i ciekawa jestem co o nas myślisz? Jesteś jak szef szefów.

Zięć jest przeciwieństwem córki, która nie może doczekać się kontaktu z córeczką i gna z roboty na skrzydłach miłości, tęsknoty i normalnego życia rodzinnego. Objuczona zakupami, głodna jak wilk wpada i od razu: och ty moja maleńka kruszynko... .!

Tyle na temat plotek rodzinnych.

Dzisiaj pospałam. Ciepło miałam, bo poszłam na całość z ogrzewaniem. Codziennie sprawdzam stan licznika, by nie przeholować. Dobrze mieć nad tym kontrolę, bo jak prąd zdrożeje, to się z rozumem nie połapię.

Usmażyłam kotlety dla córki, bo dzisiaj goście na urodziny wnusi. Przyjdzie mój brat z dziewczyną, siostrzeniec, synowa i syn. Niech młodzi sobie posiedzą, pogadają, ucieszą zabawą. Pobędą ze dwie, trzy godziny, bo przecież dziecko malutkie jest i ciasno w mieszkaniu, ale tyle ich radości, że niech się goszczą.

Mam dzień dla siebie. Jeszcze nie zadbałam o siebie, ale zaraz to zrobię i ruszam w teren. Do sklepu sobie pójdę, bo na samotność to dobre miejsce i można popatrzeć na ładne rzeczy, czasami coś kupić?

Później zajrzę do mamy, bo czeka na mnie i wieczorem zjeżdżam do swojej gawry, bo z radością wnulić się pod kołderkę, podumać o życiu i zasnąć w ciepełku.

 


13:01, duzabula
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 16 listopada 2017

Trochę czasu zeszło mi przy robótce zleconej przez szefa. Przygotowałam kolaże zdjęć do foldera. 

Po wnusi zajrzałam do mamy. Czekała na mnie z obiadem. Najpierw zadzwoniłam, bo nie chciało mi się jechać, ale słyszę w głosie smutek, no to jadę.

Auto jest duże, jak na moje zdolności manewrowe, więc wolałam nie jeździć już po mieście. Ciemno, duży ruch, a parkingi przed blokami zapchane autami.

Ale zrobiło mi się żal mamy.

Mama trochę zmałatana rozmową z drugą córką. Jakieś problemy ma siostra na linii matka - dzieci i strasznie narzeka. Mama choruje, ale kocha wnuki i córkę, więc przeżyła tę historię słabością serca.

Odebrałam ze sklepu monopolowego wieszak na ubrania. Zadzwoniła kurierka z poczty, że koniecznie musi komuś zostawić. Nie chciałam absorbować obcych, bo nikogo nie znam na tyle, by zostawiać paczki, ale pani uparła się, że musi i już. Prosiłam o avizo, ale ona nie, nie, że pani z monopolowego miła jest i przyjmie. Zgodziłam się, bo nie mam czasu na dyskusje. 

Wieszak już zmontowałam. Prosty jest w konstrukcji. Nie musiałam czytać instrukcji, bo tylko haki, podkładki i śrubki. Zawiesiłam płaszcze, kurtki, szaliki i torby. Wieszak ledwo to udźwignął, zachwiał się, zatoczył, ale dal radę.

Jakie pieniądze, taki wieszak.

Za całe czterdzieści sześć złotych go kupiłam, więc nie przysmradzam i nie obrażam producenta.

Jestem zadowolona, bo potrzebny jest.


22:19, duzabula
Link Komentarze (2) »
środa, 15 listopada 2017

Włączyłam na pół godziny podczerwień, bo co jak co - podgrzewa lotem błyskawicy. Później uruchomię olejak, który nagrzewa pomieszczenie w tempie żółwim.

Zdecydowanie mniej prądu żre olejak, ale taki jest mozolny w tej robocie, że tracę do niego cierpliwość.

Brat przywiózł mi zapasowe koło, dolał płyn hamulcowy, sprawdził pozostałe zbiorniki i zbiorniczki i odjechał sobie, bo klienci nie dają mu spokoju.

Wnusia usmarkana, ale humorek miała. Najchętniej woziła się bryką od babci. Dowiązałam długi sznurek, bo plecy bolały od schylania i mogłyśmy przemieszczać się swobodnie do kuchni, łazienki, sypialni. 

Dzień okazał się rzeczywiście męczący, bo zimno na świeci i wstać trzeba wcześniej i wrócić o zmroku. 

Dzisiaj po południu nie latałam po sklepach, ale zajęłam się swoimi sprawami domowymi. Pralka zrobiła pranie, zjadłam coś sensownego, bo nowa lodówka włączona. Fajna ta lodóweczka. Taka mała, ale posiada mały zamrażalnik i estetyczna jest, nie rzuca się w oczy.


Dowiedziałam się, że muszę uczestniczyć w jakichś targach, bo szef wystawia swoje produkty. Nie lubię takich imprez, ale cóż mam do gadania?

Czekam na regały i wieszak. Myślałam, że wczoraj przyjadą, a tu nic!

Chciałabym jeszcze zamówić biurko i fotel, ale z tym drugim poczekam, bo nie jest niezbędny. Jeśli będę to wszystko miała u siebie, to można powiedzieć, że jestem urządzona.

Brakować będzie ozdób, przyborów, naczyń, ale gwiazdka się zbliża, więc zrobię listę życzeń do Mikołaja i niech się On się martwi.

Muszę kończyć, bo tyłek mnie boli od siedzenia na twardym krześle.

W takim razie jeszcze krzesło do biurka poproszę.


19:45, duzabula
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 14 listopada 2017

Od jakiegoś czasu zastanawiam się, czy moje nowe życie jest udane, czy dobrze zrobiłam usamodzielniając się w wieku tuż przed sześćdziesiątką?

O rany!! Ale to zabrzmiało!! W głębi duszy jestem ciągle dziewczyną sprzed lat, która ma w duszy chochliki, w głowie mnóstwo pomysłów.

I właśnie te codzienne pomysły trzymają mnie przy życiu. Dzięki nim jestem ciągle na fali, bo zmaganie się z codziennością jest dla mnie fascynujące. 

Tyle mam do zrobienia, tyle muszę zdobyć, a jeszcze chciałabym uczestniczyć w życiu dzieci, rodziny i bliskich, że czasami martwię się, iż zabraknie mi życia. Pomiędzy tym, co robię jest oczywiście czas na lenistwo, niemoc, bezsilność i strach, które zabierają trochę przestrzeni do działania.

Kładę się spać, a w głowie pomysły, plany, analizy, spekulacje, wątpliwości.... . Zasypiam z jakimś postanowieniem, że jutro załatwię coś. Rano przystępuję do realizacji. Czasami uda się, a czasami ogarnie mnie beznadzieja, więc przekładam plan na kolejny dzień. 

Cieszę się, że tyle przede mną drobnych spraw. Uczę się nowych rzeczy. Posiłkuję się wiedzą innych, pomocą, dobrą radą, wsparciem wszelakim, ale i tak wiele rzeczy robię sama.

Przede mną złożenie regałów, skręcenie wieszaka. Już myślę kiedy i jak to zrobić, bo trzeba mi wziąć pod uwagę brak miejsca, ciężar, narzędzia potrzebne... .

Mam ochotę na  szycie lalek. Upatrzyłam pasmanterię z cudownymi dodatkami i włóczką. 

Poszewki to moje hobby. Szukam sklepu z tkaninami, bo niestety pozamykały się te, które znałam.

Wieś też jest w centrum moich starań. Chociaż mogę ją stracić, to jednak postaram się upiększyć życie Mena nowymi firankami, ozdobami, stołem, a może uporządkuję komórki i kupię płytki na cokoły domu i ładne meble ogrodowe. W końcu to było moje marzenie - domek na wsi.

Być może wynajmę drugi lokal i przerobię go na sypialnię z łazienką?

A jeszcze za pół roku muszę znaleźć dodatkową pracę, a może założę firmę, bo kto zechce sześćdziesiątkę?

Marzę, by wyremontować stare auto i dopieścić je, by jeszcze służyło, gdy przyjdą złe czasy?

Tym czasem  skupiam uwagę na nowym nabytku motoryzacyjnym, który wymaga gadżetów praktycznych typu: kosz na zakupy, latarka, organizer na pierdoły... .

Codzienność moja, to także zakupy, bo obiad dla dzieci trzeba ugotować, co jakiś czas, bo głodne wracają z pracy. Mam zgodę na przeglądanie ich kątów i wcielanie w życie własnych pomysłów, więc szperam w garderobie, kuchni, pokoju dziecka i coś dokupię, przestawię. Cieszy mnie taka robota. Dzisiaj zaproponowałam zięciowi zakup pokrowców na koszule, bo na wieszakach zgniatają się i w ogóle mało miejsca na ciuchy. Może półeczka nad drzwiami? 

 Czekam na narodziny trzeciej/trzeciego wnusi/wnuka. Nie wiem jak to będzie i boję się bardzo tego dnia, ponieważ poprzednie doświadczenie mieliśmy dramatyczne, a teraz też nie dzieje się najlepiej.

Idę do łóżka, bo powinnam na spokojnie przemyśleć obiad na jutro, zakupy, wlanie płynu hamulcowego, odebranie przesyłki - regału, zabawy z wnusią... .

Fajnie mieć dużo na głowie i ciągle działać, bo siedzieć i płakać przecież nie będę, chyba że najdzie mnie taka potrzeba, nastrój, chwila,to owszem,  płakać będę i szlochać, bo nie jestem jak skała, czy beton.

20:56, duzabula
Link Komentarze (2) »

Dzień rozpoczęłam od rozmowy z lokalnym ciułaczem na gorzałę. Znowu chciał złotówkę. 

- A na co Panu te pieniądze - pytam

- Na bułki - odpowiada

- Akurat na bułki! 

- No dobra, muszę uzbierać na setkę, bo jestem uzależniony. 

I to był początek dłuższej rozmowy na temat: niech się pan ogarnie, szkoda życia, stracił pan wszystko i wszystkich, a przecież przystojny z pana mężczyzna i warto zadbać o siebie i w ogóle dokąd to doprowadzi?

Mężczyzna oczywiście zgodził ze mną, snuł nawet plany leczenia, wspominał miłe chwile kiedy nie pił i mieszkał z żoną, ale co zrobić, kiedy znowu zaczął po śmierci mamy?

- Panie, to tylko wymówka. Znałam jednego, który pił z radości, ze smutku, bo pogoda wredna, obiad jednodaniowy, ojciec zmarł... .

Ludzie postrzegają pana nie tak, jak pan myśli. Każdy widzi, że pan pije.

Pan podziękował za rozmowę i obiecał, że przemyśli swoje plany życiowe.

Następnie pognałam pieszo po olej silnikowy. Nie było kartki jaki to olej, więc panowie w sklepie i na stacji paliw kombinowali, co mi doradzić. W końcu dzwonię do swojego mechanika. Ten każe mi przyjechać. Sprawdza pod maską, a tam kartka z nazwą oleju.

Muszę jeszcze uzupełnić płyn hamulcowy i może wystarczy, jak na początek eksploatacji?

Wnusia nie wygląda na zdrową. Pojechałam wraz z zięciem i dzieciną do lekarki. Gardło zaczerwienione, dziąsła rozpulchnione i jeszcze mały katar. Jutro siedzę z wnusią od rana do popołudnia.

Byłam też u mamy. Zawiozłam żarówki led, bo ciemno u niej jak w komórce. Zjadłam obiad i do domu.

Włączam grzejnik olejowy, bo testuję go dalej i powoli szykuję się do nocy, bo środa nie będzie dla mnie lekka, łatwa, no może tylko przyjemna.

17:33, duzabula
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 13 listopada 2017

Włączyłam grzejnik na podczerwień. Zapisuję zużycie prądu w ciągu doby. Dzisiaj zakończyłam eksperyment z nim i rozpoczęłam ze starym olejakiem. Mam jeszcze mały, biały przywieziony ze wsi.

Zobaczymy, który wygra!

Na razie licznik przyspieszył i zaczyna mnie to wkurzać. KW jest niewiele jeszcze, bo oszczędzałam, ale w takim tempie jak przez ostatnią dobę zasuwa podczerwień, to nie wiem, jak będę wyglądała podczas rozliczenia na wiosnę.

Grzyba na ścianie zdusiłam chlorem. Nie śmierdzi i zniknął, albo jestem ślepa?

Tak, czy siak szykuję się na poważną rozmowę z właścicielem. Nie po to rok temu oczyszczałam ściany, robiłam remont, wydałam dużo kasy, żeby teraz żyć z grzybem?

Dzień pełen energii. Wiadomo - poniedziałek. Szef miał kilka ciekawych propozycji na promocję, ja również dodałam coś od siebie, bo trzeba napędzać koniunkturę.

Wnusio Mena ponoć szczęśliwy z zabawki. Dostał narzędzia: piłę, młotek, śruby... i od razu ruszył do wkręcania. Córka Mena wdzięczna za ubranka. O takich myślała.

Men zadowolony, że jego dzieci zadowolone, a ja zadowolona, że oni cieszą się.

Men upiekł ciasto drożdżowe, które miałam przekazać mamie, ale dzisiaj tyle roboty, że nie pojechałam. Jutro obowiązkowo odwiedzę mamusię, bo ciasto w bagażniku i marchewki od dwóch tygodni jeżdżą ze mną.

Rano przyjechała lodóweczka. Lekka była i mała, więc bez trudu wepchnęłam pod bufet. Kuchnia kompletna! 

Jutro przyjedzie taniutki regał na książki oraz wieszak na ubrania. Pomyślałam sobie, że nie będę urządzać mieszkania etapami tylko od razu, bo inaczej będę niezadowolona, a pieniądze i tak muszę wydać jeśli chcę mieszkać w miarę komfortowo.

Autko sprawdza się. Komfort super! 

18:01, duzabula
Link Komentarze (2) »
niedziela, 12 listopada 2017

Wróciłam ze wsi.

Przetestowałam auto. Powoli przyzwyczajam się do nowych parametrów, obsługi, prędkości. Zatankowałam gaz i trochę paliwa. Zobaczę na jak długo mi wystarczy.

Szkoda tylko, że zaczynają zapalać się kontrolki, które sygnalizują, że coś szwankuje. Np kontrolka ABS i komputer.

Włączyłam radio i natychmiast pojawiła się podświetlona ikona. Zatrzymałam auto, bo nie wiedziałam co to, zadzwoniłam do Mena, ale ten kazał mi jechać dalej.

W tej chwili wertuje internet, dzwoni do kumpli mechaników i ustala, o co ewentualnie chodzi.

Ogólnie jeździ się dobrze, nie jestem tak zmęczona podróżą, no i bezpieczniej, bo auto duże.

Zadzwonił mechanik i mówi, że ma kupca na moje stare auto. Wiem, że to gratka dla kupującego, bo mało pali, jest zwrotne i po mieście jak znalazł. Zważywszy, że może być drożyzna, takie auto jest atrakcyjne.

- Nie sprzedaję. Proszę, by je naprawić. 

Przywiozłam do swojego domu mały grzejnik i osuszam ścianę z grzybem. Men mówi, że od trzech tygodni mam kaszel i że to nie jest takie normalne i może to od tego grzyba?

Zaczyna wkurzać mnie właściciel i jego beztroska oraz wzruszanie ramionami.

 Zastanawiam się, czy nie poszukać lepszego domu? 

Na dzień dobry zaśmierdziało mi w pokoju. Dawno nie czułam takiego syfu. Otworzyłam okna i czekam, aż wymieni się powietrze.

Dom wzbogacił się o książki. Przywiozłam ich całkiem sporo. Na razie stoją w kredensiku i na parapecie. Kiedy dokupię regał, znajdą swoje miejsce na półkach. 

Nadal zagospodarowuję swój dom. Tak niewiele mi jeszcze potrzeba. W poniedziałek przywiozą lodówkę małą i wieszak na ubrania do przedpokoju. Wszystko kupione w najniższych cenach, by nie przepłacać bez sensu.

Jeszcze muszę umyć włosy i odpocząć przed kolejnym tygodniem pracy, wyzwań, stresów i gonitwy.

16:24, duzabula
Link Komentarze (1) »
piątek, 10 listopada 2017

Dzisiaj miałam wolny dzień od pracy.

Wyruszyłam w miasto nowym autem. Chociaż trochę byłam zmęczona, bo noc spędziłam na czuwaniu, czy ktoś go nie ukradnie, to jednak perspektywa przejażdżki dodała emocji.

Jeździ się dobrze. Auto duże, ale nie największe, tył ścięty, przód wydłużony, a to dla mnie najważniejsze. Lubię takie kształty.

Komfort jazdy zdecydowanie lepszy od gracika, ale wiadomo - stary jest z 2002 roku, więc coś tam puknie, tapicerka do wyprania i maskownica w bagażniku brudna, za to sam bagażnik wielki. Dzisiaj spakowałam do niego rozłożone dwie szafki, wielki kosz i jeszcze zmieszczą się jakieś paczki. Wycieraczki super chodzą, wszystko widzę! Radio przygrywa, no i centralny zamek jest wygodą wielką.

Rodzina cieszy się, że już nie będę poniewierać się po drogach małym czymś, tylko bezpiecznym autem z poduszkami i ABS.

Później pospacerowałam po mieście, bo prawdę mówiąc, dawno nie miałam takiej okazji. Trochę się zmieniło i mogłam poznać nowe sklepy, miejsca, atrakcje.

Po drodze miałam sklep z akcesoriami do telefonów, więc bez namysłu poprosiłam o dodatkową szybkę i etui, ponieważ wczoraj podczas rozpamiętywania włamania, upuściłam nowy telefon i potłukłam wyświetlacz.

Kupiłam drobne zabawki dla nowo narodzonego sąsiada Antka oraz narzędzia do majsterkowania dla wnuka Mena. 

Odwiedziłam mamę oraz synową i syna. Akurat byłam u nich w porze kolacji więc oprócz kawki, zjadłam ogórkową, a co się nagadałam!!!!

Zapytałam tylko synową jak się czuje i nie wchodziłam w szczegóły, bo widzę, że mają jakieś zmartwienie, albo niepewność.

Martwię się o nich, ale nie wchodzę z buciorami, jeśli nie życzą sobie tego.

Dostarczyłam przy okazji spóźniony prezent z okazji ich urodzin i imienin. Dostali wieszak na spodnie wyściełany aksamitem, puszkę herbaty, słodycze oraz podkładki skórzane pod filiżanki.

Jutro jadę na wieś. Zobaczę jak sprawdza się w trasie auto. Jest na gaz, a to dla mnie dodatkowe utrudnienie. Muszę posłuchać instrukcji Mena, który jak nikt, zna się na takich autach.

 

18:29, duzabula
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 09 listopada 2017

Jak dobrze, że wyszłam wcześnie rano z domu, bo wydarzenia, które mnie czekały potrzebowały czasu, a tu jeszcze praca i wnusia.

Otwieram auto, ale jakoś dziwnie lekko otworzyły się drzwi. Dziwię się, że pokrywa od kabli pod kierownicą zdjęta, ale myślę - pewnie torbą oderwałam?

Sięgam po pastylkę od immobilizera, bo trzeba wiedzieć, że zostawiłam w aucie razem ze starym kluczem od bagażnika, a tu niespodzianka - NIE MA!!!

Już wiem, ktoś wszedł do mojego auta, zabrał kluczyk z pastylką. Jestem w szoku, ale nie dzwonię na policję, bo przecież na własne życzenie zostałam okradziona.

Zaczynam ryczeć, bo nerwy nie konserwy, dzwonię do mojego mechanika i proszę o pomoc! Powiadamiam brata, by też zadziałał z jakimś elektrykiem, bo auto nie ruszy bez odblokowania.

Mechanik zagląda, a tu wśród kabli schowana pastylka, ale klucza nie ma. 

- Auto przygotowane do kradzieży. Złodzieje nie wiedzieli tylko, że stacyjka wymieniona i kluczyk u pani jest. Trzeba auto gdzieś schować, bo przyjdą po nie i trzeba założyć alarm oraz wymienić wkładki w drzwiach.

To są koszty, bo oprócz tego mam różne rzeczy do naprawy przed zimą, ale decyduję się, bo jakie wyjście?

Dzwoni brat, że ma fajne auto od starszego pana, po naprawach, w gazie i cena atrakcyjna, bo kupił dla syna, a ten oddał mu kiedy trzeba było zapłacić OC.

Szybko analizuję koszty, zysk, straty, opcje i decyduję - kupuję!

Brat zajmuje się formalnościami, bo ja w pracy i nie mogę. Proszę tylko o jakieś zdjęcie, bo nie wiem, co kupuję?

A kupiłam Kijankę jakąś tam. Nie chce mi się zajrzeć do dowodu rejestracyjnego bo taka jestem zmęczona!

Brat zajeżdża moją bryką, bo trzeba odprowadzić stare, trefne auto do mechanika.

Jestem zadowolona, ponieważ na zdjęciu wyglądał nijak, a w naturze - fajne autko!

Jeszcze rano nie planowałam zakupu auta, a tu proszę - mam auto, drugie auto, bo stare naprawię i zostawię na wsi, jako awaryjne.

Men zachwycony! Nie wie tylko, że będzie musiał partycypować w kosztach naprawy jeśli chce nim jeździć.



17:42, duzabula
Link Komentarze (6) »
środa, 08 listopada 2017

Drugi właściciel zadbał o moje sprawy.

Stwierdził, że woda dostaje się pod fundamenty, gdyż nie ma zabezpieczenia pomiędzy murem, a kostką. Sprawę załatwi.

Następnie przyniósł mi żarówkę i wkręcił w przedpokoju, a także zaoferował pożyczenie małego grzejnika na tego grzyba. Widząc szpary w drzwiach wejściowych podpowiedział, że są arkusze specjalnej pianki, którą mogę sobie wkleić.

Jutro sobie kupię i zrobię porządek z drzwiami.

Mama po kryjomu przywiozła mi pomidorową i makowiec. Nie umrę z głodu, bo ta niewidzialna ręka czuwa.

Byłam też w sklepie popatrzeć na lodówki. O takich wymiarach, jakie zostawił majster od kuchni, oni nie słyszeli. Mam więc problem, bo miejsca jest na 81 cm wysokości, a najniższa lodówka pod zabudowę ma od 82 cm do 83 cm. Nie uniosę blatu na 1 cm, bo ciężki jak z betonu. 

Pieniądze na koncie śpią. Nie ruszam ich, ale zbliża się chwila, w której część muszę przetermanić, bo grzejnik, bo lodówka, bo pianka, 

W domu mam w miarę ciepło. Dogrzewam, bo nie wypada w XXI wieku spać w ciuchach.

U wnusi ok. Jest nadal słodka. Za to córka ma problem ze mną, ponieważ dziecko lgnie do babci, a nawet rzuca zabawki i pędzi do mnie, jak tylko zobaczy mnie, czy usłyszy głos.

Wiem, że to przeminie, bo matka i ojciec są najważniejsi na świecie, ale póki co, ja to wiem, a córka nie.

18:30, duzabula
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 154
zBLOGowani.pl
;
Blogi