Relacje z codziennego życia miejskiej kobiety przeflancowanej na wieś.
RSS
wtorek, 19 września 2017

Tak dużo mam obowiązków, że nie wyrabiam. Kiedy przychodzi wieczór i chcę coś napisać, akurat dzwoni telefon i długie rozmowy, po których padam, bo o siódmej pobudkę mam.

Zważywszy na fakt, że nie mogę zasnąć, bo jestem przemęczona, to jestem tak przemęczona, że nie chce mi się siedzieć po nocach przy komputerze.

Dzień rozpoczynam o spraw służbowych, potem jadę do wnusi, by zaopiekować się dzieckiem podczas nieobecności rodziców. Akurat dziecko dostało pierwszy katar i zamiast do żłobka zostało w domu.

Córka pracuje od siódmej, w sąsiednim mieście, więc wyjeżdża skoro świt. Zięć prowadzi firmę dlatego może znaleźć czas na poranne zabawy, opiekę nad córeczką. Potem wkracza baba.

Baba najpierw zalicza sklep, robi drobne zakupy dla siebie. Od dziewiątej trzyma już na kolanach wnusię. A wnusia upodobała sobie babę i nic tylko baba, baba. Drży z radości na mój widok, rzuca się w ramiona, a dzisiaj był płacz, bo baba weszła w porze karmienia i ona usłyszała mój głos i wyrywa się ojcu do baby.

Pomyślałam, że tak nie może być. Dziecko powinno mieć silną więź z rodzicami, a nie babką. Babcia jest atrakcyjna, bo przychodzi do zabawy, przytulania, gadania, słodkich słówek, czytania bajeczek.... . Same fajne chwile z babą, a rodzice odwalają całą robotę, tę z poczucia odpowiedzialności, miłości, zapewnienia bytu, opieki, wychowania... . 

Córka i zięć dostrzegają tę sytuację i chociaż nie okazują zaniepokojenia, to ja wiem, że jest im przykro. W dodatku córka płacze rano i płacze wracając po pracy, bo tak kocha tę Malutką i tęskni ogromnie, że ja nie mogę znieść chwili, kiedy zamiast do matki ona wtula się w ramiona baby. Sama ryczę, bo żal mi córki. 

Postanowiłam dzisiaj, że zadziałam inaczej. Zamiast na rączki wymyślam zabawy, uczę chodzenia, sadzam w foteliku i zajmuję się gotowaniem obiadu, wystawiłam na widok, ogólnie dostępny portret mamy i taty i co jakiś czas pokazuję dziecku - to jest mama i tata, a kiedy wrócił ojciec przekazuję bez zbędnej zwłoki dziecko w jego ramiona, żegnam się krótko - pa pa i wychodzę.

Dziecko było dzisiaj radosne, dłużej bawiła się sama, była bardziej aktywna, interesowała się moją pracą. Serce mi pęka na całą tę sytuację. Mówiłam, że to za małe dziecko na żłobek. Nie skończyła jeszcze roczku, jest wrażliwa, czujna i powinna być pod opieką rodziców, a nie obcych ludzi. Ciągle kogoś wita, żegna, czeka - to udręka dla niej i dla nas.

Mam plan, żeby coś tu zmienić na lepsze dla wszystkich, ale o tym później.

W trakcie opieki załatwiam służbowe sprawy, gdy mała śpi, a kiedy kończę spotkanie z wnusią pędzę do mamy, bo malowanie nie skończone, brakuje dopieszczenia, dodatków. Popołudnie i wieczór to czas dla firmy. Wysyłam maile, dzwonię, umawiam spotkania, szukam kontrahentów. 

Najważniejsze, że wszystko jakoś godzę i daję radę. Nie wiem jak długo, ale póki co, wszystko pod kontrolą.

 

17:26, duzabula
Link Komentarze (2) »
niedziela, 17 września 2017

Tak szybko minął weekend.

Malowałam kuchnię u mamy. Niby maleństwo, a tyle zakamarków! Blaty nie przykręcone, brak drabinki, więc wchodzenie na wysokość było niebezpieczne. A jeszcze dziury w ścianach, bo to obrazek wisiał, jakiś kalendarz, czy też patent mamy na zawieszenie zasłonki w drzwiach - gwóźdź obok framugi i drugi symetrycznie po drugiej stronie. Dziury jeszcze schną, ponieważ zabrakło gipsu i zanim dokupiłam szpachlę, zanim nałożyłam, zanim wyschnie.... ., to chyba około środy skończę na tip-top.

Zostały trzy kwadraciki niepomalowane oraz niedoschnięta dziura wentylacyjna, którą obrobiłam, gdyż wyrwany mur uniemożliwiał zainstalowanie kratki.

Dokupiłam kilka drobiazgów: suszarka z materiału, półka. Pozostałe niezbędne przedmioty spisałam na kartce i odczytałam dzieciom podczas obiadu. 

- Kto ma, niech da, bo potrzeby są, a kasa pusta. Niezbędne są: kalendarz ścienny, koszyki wiklinowe, chlebak, obrazek w białej ramce.. . 

Kuchnia przejdzie pewną metamorfozę. Będzie jasno, świeżo, bardziej praktycznie. Chciałabym zrobić więcej, ale skąd wziąć fundusze na moje pomysły?

Z okazji moich urodzin, dzieci postanowiły ugościć mnie obiadem. W sobotę byłam u córki i zięcia, dzisiaj u syna i synowej. 

Z najważniejszych newsów: synowa i syn spodziewają się potomka. Na ten temat nie będę już więcej pisała, ponieważ dopada mnie stres. 

Od jutra jestem babcią na "pół etatu". To będzie mój pierwszy raz sam na sam ze Szkrabem, przez pięć godzin. 



18:55, duzabula
Link Komentarze (1) »
piątek, 15 września 2017

Znowu nie mogłam zasnąć. Znowu tysiące myśli, planów łazi mi po głowie.

Dzień rozpoczynam od kawy i sensacji jelitowych. Może miejska woda mi szkodzi? A może miasto jest dla mnie stresującym doświadczeniem? 

Od rana telefony. Córka i mama składają mi urodzinowe życzenia. Kończę 56 lat!

Spoglądam w lustro powiększające i widzę te straszne bruzdy na czole, chomiki trzęsące się, jakieś zagniotki, fałdki. Tak, na pewno mam tyle lat!

Chyba wywalę to lustro.

Dzisiejszy dzień przepełniony będzie spotkaniami. Najpierw do wnusi, a potem do przyjaciółki - lekarki. Myślę, że mogę tak o niej powiedzieć - przyjaciółka. Znamy się od trzydziestu lat, zwierzamy z różnych kłopotów, chociaż ostatnio rzadko dzwonimy do siebie i jeszcze rzadziej spotykamy, to jednak jest w tej kobiecie niezmienne ciepełko, otwarte serce, życzliwość i zrozumienie dla mojego życia. Zawsze taka sama,  po prostu - dobry człowiek. Kończymy rozmowę zapewnieniem: kocham cię, tęsknię za tobą.

Kiedy wyjeżdżałam na stałe na wieś zadzwoniła do mnie i powiedziała, że teraz ona przejmuje nadzór nad moją rodziną w sensie zdrowia i nie tylko i mają się do niej przepisać. Pacjentów już wówczas miała na fulll, ale dla mojej rodziny znalazła miejsce. Moje dzieci, mama, brat, Były, dziewczyna brata, zięć, synowa - wszyscy leczą się u Niej.

Ponieważ dwa dni temu Ona obchodziła swoje urodziny, postanowiłyśmy uczcić te daty wspólnie, u niej w domu. 


 

09:52, duzabula
Link Komentarze (10) »
czwartek, 14 września 2017

Przyjechałam do starego miasta. 

Mieszkanko czyste, schludne, ale zapach wiejskiego grzyba jest. Stare budownictwo tak chyba ma. A może to, zapach proszku do prania, bo zostawiłam suszarkę pełną ciuchów? Dziwne skojarzenie, ale ostatnio te proszki, a raczej kapsułki z płynem, dziwne zapachy mają.

Rozłożyłam swoje manele, podłączyłam drukarki, komputery.... . Włączyłam radio, z którego płynie muzyczka, zrobiłam kawkę - jest miło. 

Podczas drogi oczywiście rozmyślałam o swoim życiu. Zauważam, że mnóstwo we mnie tęsknoty za czymś, żalu, lęków, poczucia bezradności, a przecież wszyscy wokół mówią, że sobie poradzę, że jestem wesoła, pogodna i nie widać po mnie problemów, że bagatelizuję trudności,  że nie poddaję się.

A to przecież półprawda. Znajduję rozwiązania, owszem, ale siły do walki i zmian coraz mniej. Okazuję radość, sprawiam wrażenie pewnej siebie, zadowolonej z życia, a przynajmniej pogodzonej z losem, bo wiem, że każdy ma swoje kłopoty, więc nie dokładam do pieca.

Wróciłam kiedyś do początku bloga i stwierdzam, że miałam więcej poczucia humoru i tak wiele rzeczy sprawiało mi wtedy radość, tyle było do zrobienia i tak dużo marzeń, a dziś?

Przytłacza mnie własna niemoc, niemoc Mena.

Nie będę już zaprzątała sobie głowy tymi sprawami, ponieważ muru nie przebiję i w końcu każdy jest kowalem swego losu. 

Dzisiejszy dzień poświęcam na takie dyrdymały o sobie, ale od jutra idę dalej. Postaram się ogarnąć i coś wymyślę, żeby było lepiej.

 

13:56, duzabula
Link Komentarze (2) »

Czasami inspiracją do pisania są Wasze komentarze.

Moja codzienność jest codziennością kobiety, która walczy o samodzielność, bo wie, że teraźniejszość nie jest stabilna, a przyszłość niepewna i rozumie, że na nikogo nie może liczyć w myśl powiedzenia: "jak sobie pościelisz, tak się wyśpisz", ale rozprasza się z powodu nieoczekiwanych zdarzeń, zbyt emocjonalnego postrzegania ludzi i świata, wyrzutów sumienia, chęci niesienia pomocy i ratowania kogo się da.

Codzienność w rozkroku, bez stałego miejsca do życia, bez większych perspektyw, ponieważ życie codziennie zdominowało wszystko pozostałe.

Kto z kim przestaje, w moim przypadku bardzo się sprawdziło.

O ile w poprzednim życiu, tuż przed decyzją o domku na wsi,  bardzo często jeździłam na spektakle teatralne, do filharmonii, do kina, uczyłam się, bo nauka to rodzaj mojej pasji, dużo też czytałam, wręcz pochłaniałam książki, o tyle dzisiaj żyję w innym świecie, ale nie zapominam o tym, co sprawia mi przyjemność.

W poprzednim życiu byłam samotną matką, właścicielem firmy i nie wiedziałam gdzie mam ręce wsadzić, by pogodzić wszystkie obowiązki, a jednak miałam czas na nocne seanse filmowe, spektakle operetkowe, wystawy malarskie, wypad na żagle, wycieczki w góry, czy nad morze, zatapianie się w literaturze faktu, psychologii, powieściach kryminalnych.

W takim też środowisku znajomych przebywałam i wszystko miałam w zasięgu. 

Wieś zmieniła moje nastawienie. 

Pasją stał się ogród, literatura przyrodnicza, gromadzenie sielskich chwil, urządzanie domu, przetwory, wypady na rynek do miasteczka, na jakieś jarmarki, dożynki, ludowe święta, ot zwyczajne życie, które dla mnie było wyzwaniem, ciekawym doświadczeniem, bo dostarczało nowych wrażeń i atrakcji.

Brak pracy zawodowej, środowisko nieznajomych ludzi, niespełnione marzenie o tym, jak miało być, a jak jest i nic tego nie może zmienić - odmieniło moje życie. Nie twierdzę, że na gorsze, ale okazało się, że jest inaczej, niż myślałam. 

Men nigdy nie chciał wyjechać dalej, niż do miasteczka.  Weekendowy wypad do miasta, do przybytków kultury był nieosiągalny, bo On nie będzie spędzał czasu w mieście, w którym pracuje od świtu do późnego wieczora. Miałby jechać sześćdziesiąt kilometrów w tę i z powrotem?

Nie ma mowy o wypadzie nad morze, nad jezioro, na grzyby... . On uwielbia spędzać czas na wsi. Mówi, że tutaj jest dla niego raj.. 

Do teatru? Po co?

Do kina? Jest TV.

Atrakcją są letnie grille, kawa na tarasie, rozmowy o poranku, spotkania z sąsiadami, przyjazdy rodziny, wspólne prace w ogrodzie, jakaś impreza weselna... .

Moje życie przeszło w stan hibernacji. 

Poprzednie życie przepełnione było atrakcjami, ale też upokorzyło mnie bardzo. Szukałam ucieczki, by nie mieć do czynienia z ludźmi, miejscami, wspomnieniami, które doprowadziły mnie do ruiny finansowej, osobistej, moralnej, psychicznej.

Z tego powodu wyjechałam na wieś, która w jakimś sensie pozwoliła mi pozbierać się, nabrać zaufania do ludzi,  a pisanie bloga dostarczyło reakcji, dyskusji, uwag na temat postrzegania siebie, bliskich i wszystkiego, co wokół. Dziękuję.

To jest blog o mojej codzienności. Do tej pory wydawało mi się, że moje pasje są dla mnie i nie ma potrzeby egzaltować się nimi. Mam pasje stare, nowe, a pewnie dojdą kolejne, ponieważ otwarta jestem na nowe wyzwania, wrażenia i doznania.

10:04, duzabula
Link Komentarze (5) »
środa, 13 września 2017

Dzień rozpoczynamy od jakże ważnej sprawy: co na obiad?

Proponuję naleśniki z serem, ale Men woli placki ziemniaczane.

Dzień długi, więc mam czas na podjęcie decyzji.

Wstałam wcześniej, ponieważ zaplanowałam wyjazd do miasteczka. Pojadę na pocztę, może zajrzę do sklepu dziecięcego? Kasy mniej niż zwykle, bo akurat wypadła druga rata OC i 315 zł musiałam wpłacić ubezpieczycielowi, ale popatrzeć na ładne ciuszki, zabawki mogę przecież.

 Zameldowałam Menowi, że w czwartek wyjeżdżam.

Reakcja normalna - aha.

W piątek zapoznać się muszę z paniami ze żłobka, w ogóle zlokalizować budynek, zwyczaje, miejsca, zasady, ponieważ od poniedziałku odbieram dziecko i zajmuję się do powrotu córki z pracy. Potrwa to jakiś czas, dopóki Malutka nie przyzwyczai się do nowego życia.

Wszyscy jesteśmy zestresowani, trochę zamotani nową sytuacją, ale przecież wiemy, że czas to najlepszy doradca i to on zweryfikuje nasze plany.

 Na wsi jest fajnie. Najbardziej lubię spokojne poranki, świeże powietrze wpadające przez otwarte okno, przebłyski porannego słońca, a przede wszystkim fakt, że nikt tutaj mnie nie zaskoczy, nie znajdzie.

Co by nie mówić - wieś daje odpoczynek, relaks, poczucie wolności


09:12, duzabula
Link Komentarze (1) »
wtorek, 12 września 2017

Zastanawiam się jak nazwać związek z Menem. Co to jest?

Żyjemy jak brat z siostrą. Mamy swoje sprawy, kłopoty, zajęcia. Nie wchodzimy sobie w drogę, bo mało nas interesuje, co u drugiego słychać. Owszem, są jakieś dopytywania, a co, a jak, ale zaangażowania w tym wielkiego nie ma.

Od półtora roku żyjemy razem, a jednak osobno. On wraca z pracy późno, coraz później, ja wyjeżdżam nagle, bez zapowiedzi, albo wpadam na kilka dni i już pakuję manatki. Nie witamy się serdecznie, nie żegnamy czule. Nic.

Tak, żyjemy w jakimś rozkroku. 

Nawet nie wiem i nie interesuje mnie, czy ma kogoś na boku, czy tęskni za jakąś panną, a może spotyka się?

Ja z kolei umawiam się z Byłym na obiad, jakieś spotkania rodzinne.

Życie osnute tajemnicami, niedopowiedzeniami, dwuznacznościami.

Wszystko przeminęło z wiatrem. Czar prysnął. Obojętność stałą się normą. Widzę, że oboje traktujemy życie jak nieudaną przygodę. Za wyjątkiem dzieci i wnuków nic nas nie cieszy. Żadnych wspólnych planów, żadnych zwierzeń, zapewnień, rozmów o nas... . Nic.

Z mojej strony totalny chłód i niemoc.

Nie mówię o tym dlatego, że byłam u znajomych z Byłym i próbuję znaleźć teraz usprawiedliwienie, ale dlatego, że ja w ogóle nie interesuję się żadnym związkiem.

Faceci mnie męczą, nudzą, irytują. Nawet nie wiem, o czym można z nimi rozmawiać. A już mizdrzyć się, kokietować, to przekracza moje chęci i potrzeby. Czuję przy nich zmęczona, na drugim planie, odstawiona.

Najlepiej mi, kiedy jestem sama.

19:08, duzabula
Link Komentarze (7) »
poniedziałek, 11 września 2017

Opowiedziałam mamie o wczorajszym spotkaniu. Napomknęłam o dyskusji, a raczej tyradzie trzech osób przeciwko mnie.

Mama rozpłakała się z bezsilności i bezradności za brak szacunku dla gościa, którym byłam. Było jej przykro, że musiałam  znieść atak słowny i podteksty, jaka to jestem głupia, za brak tolerancji dla cudzych poglądów... .

Najbardziej zastanowiła mnie postawa Byłego, który nie obronił mnie, nie przerwał tej dyskusji.

I taki facet marzy o powrocie do mnie?

Spotkanie, że się tak wyrażę odwaliłam. Nigdy więcej na takie traktowanie nie pozwolę! 

Wróciłam na wieś.

Posprzątałam, przerobiłam dziesięć kilogramów pomidorów na przecier. Sprawy zawodowe też obrobiłam, więc od teraz jestem wolna jak skowronek.

Dzwoni córka i płacze, że jest jej ciężko oddać dziecko do żłobka. Dzisiaj Malutka była zestresowana, zagubiona, oszołomiona.

Cóż mogę powiedzieć?  Pocieszam córkę jak mogę. Proszę by nie demonizowała sytuacji, tylko wnikliwie obserwowała dziecko, że ja jestem w pogotowiu jakby co, pomogę, zaopiekuję się wnusią i nie pozwolę, by zadziało się coś złego. 

Od przyszłego tygodnia będę odbierała dziecko ze żłobka. To duża odpowiedzialność, ale przecież nie zatrudnią niani, nie poproszą obcej osoby, bo im więcej ludzi, tym większy  chaos i zamęt w główce malutkiej dziewczynki.


 

16:53, duzabula
Link Komentarze (2) »
niedziela, 10 września 2017

Przy okazji spotkań z osobami, których nie spotykam na co dzień, można dowiedzieć się jakimi są po latach, jakie mają poglądy na życie, polityczne itp. 

Przede wszystkim utkwiła mi w głowie informacja, komentarz, że każdy kto opisuje swoje życie  na takim powiedzmy blogu, FB to ekshibicjonista obnażający siebie, że to nieładnie tak, nie w porządku wobec swojego życia, które wystawia się na publiczny osąd, że wywlekanie własnych brudów, spraw jest głupie, dziwne i w ogóle po co to ludzie robią? 

I co miałam powiedzieć?

Jestem ekshibicjonistką. Wywlekam wszystko i wszystkich na blogu, który jest moim publicznym pamiętnikiem, zapiskiem codzienności, kontaktem z innymi osobami, których nie znam. Jestem anonimowa i moi goście również, więc w czym problem?

Mówią to osoby, które wyciągają przed ludźmi swoje postępki, w dodatku intymne szczegóły z życia etc., jakieś afery. 

Wdałam się zupełnie, niepotrzebnie w dyskusję polityczną. Opowiedziałam historyjkę usłyszaną od mamy z czasów wojny i zaczęło się!

Mam odmienne zdanie na temat obecnej rzeczywistości i jestem w opozycji do moich znajomych. Było mi ciężko, bo armaty argumentów, ataku szły jak petardy. Miałam dosyć spotkania, żałowałam, że z nimi jestem. Prosiłam, by przestali, ale nie - musieli wtłoczyć mi do głowy swoje mądrości. 

Rozmowa nie była już taka otwarta, szczera. Takie tam wspominki, mało istotne relacje. Dopadło mnie zmęczenie, czułam się głupio, niezręcznie i poprosiłam, aby odwieziono mnie do domu. 

Jutro wracam na wieś. Mam mnóstwo spraw do załatwienia. Robota czeka, nowe plany zawodowe też, więc co ja tu jeszcze robię?

Idź spać dziewczynko! Jutro to wszystko ogarniesz.


22:31, duzabula
Link Komentarze (4) »

Od rana działam przy kubraczku, bo nie wiem jakie wykombinować zapięcie, by było bezpieczne dla dziecka. 

Jestem wreszcie wyspana, spokojna, choć czasami coś targnie w sercu, bo problemów mam kilka i to nie rozwiązanych. 

Wieczorem zadzwoniłam do Mena. W pierwszych słowach wyrzut: No, mogę zemrzeć i nikt nie zauważy - mówi. 

Rozmowa trudna, wymagająca z mojej strony wysiłku, cierpliwości.

W końcu odpowiadam,

- że nie mogę tak rozmawiać, będąc obarczana odpowiedzialnością za twoje samopoczucie, zdrowie i stan ducha. Jeśli tak mamy gadać, to kończmy.

Poskutkowało o tyle, że zaczął rozmawiać rozsądniej i na temat. Dowiedziałam się, że problemy finansowe powróciły ze zdwojoną siłą.

Dom nie pomalowany do końca, bo wysokie ściany szczytowe wymagają pomysłu, ponieważ jak dosięgnąć samej góry z drabinki?

Tak  cieszyłam się na powrót na wieś, ale teraz mi dziwnie. Wyobrażam sobie, że kłopoty Mena odbiją się na moim samopoczuciu. Nie potrafię mu pomóc, zresztą nie prosi o to. Gdyby jednak zechciał posłuchać innych, może znalazłoby się rozwiązanie?

Dzwoni koleżanka, że obiad zamówiony w lokalu. Na szczęście jestem przygotowana. Były zajedzie po mnie i powiezie na miejsce zbiórki. Mam wrażenie, że Oni układają dla mnie plan na życie. Srodze zawiodą się, 

11:23, duzabula
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 150
zBLOGowani.pl
;
Blogi